Pisać ten post zaczęłam jakiś miesiąc temu. Wtedy myślałam, że to było apogeum. Myślałam, że mam najgorzej i gorzej być już nie może. Byłam przekonana, że jestem w stanie, który już nigdy się nie pogorszy. Myliłam się, znowu. A jeszcze półtorej roku temu jak by mi ktoś powiedział, że będę w takim stanie to bym go wyśmiała. Kiedyś byłam inna. Kiedyś uśmiech nie schodził mi z twarzy. Bez końca mogłam się wydurniać i wariować.
To już chyba mój setny kryzys w tym roku. Już nawet nie wiem co mam o tym myśleć. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego spotyka to akurat mnie? Dlaczego tak często? NIE WIEM! Nie mam zielonego pojęcia. Nie znam odpowiedzi na żadne z tych pytań, a szkoda. Może gdybym wiedziała dlaczego tak się dzieje to umiałabym sobie z tym poradzić? Może gdybym wiedziała co jest powodem mojego stanu to potrafiłabym z tym walczyć? Jakoś nie umiem...
Zacznijmy od tego, że ja przede wszystkim nie potrafię dokładnie nazwać tego co mi jest. Po pierwsze to nie mam siły ani psychicznie ani fizycznie na nic. Wstaje z krzesła czy fotela i od razu kręci mi się w głowie. Mam słynne mroczki przed oczami i muszę usiąść z powrotem. Najchętniej to spałabym całymi dniami. Tylko Kornelka jakoś mnie motywuje to tego wszystkiego zwanego życiem.
Jeszcze jednym minusem tego wszystkiego jest to, gdzie żyję. Tragedia. Nuda i jeszcze raz nuda. Tu nie ma co robić. Nie ma gdzie pójść. Nie ma co ze sobą zrobić. Ileż można chodzić do parku, na starówkę czy do galerii. Masakra, mówię Wam. Dlatego właśnie marzę, żeby się stąd wyprowadzić. Myślę, że wtedy wiele by się zmieniło. Na lepsze oczywiście.
Nie potrzebuję miliona rozrywek i tysięcy znajomych. Fajnie by po prostu było nie chodzić codziennie w to samo miejsce na spacer.
Nie wiem, może przesadzam. Może wyolbrzymiam to wszystko. Może szukam wymówek. Może usprawiedliwiam sama siebie bo tak na prawdę nie potrafię określić czego chcę.
A może to ta rutyna?
To już chyba mój setny kryzys w tym roku. Już nawet nie wiem co mam o tym myśleć. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego spotyka to akurat mnie? Dlaczego tak często? NIE WIEM! Nie mam zielonego pojęcia. Nie znam odpowiedzi na żadne z tych pytań, a szkoda. Może gdybym wiedziała dlaczego tak się dzieje to umiałabym sobie z tym poradzić? Może gdybym wiedziała co jest powodem mojego stanu to potrafiłabym z tym walczyć? Jakoś nie umiem...
Zacznijmy od tego, że ja przede wszystkim nie potrafię dokładnie nazwać tego co mi jest. Po pierwsze to nie mam siły ani psychicznie ani fizycznie na nic. Wstaje z krzesła czy fotela i od razu kręci mi się w głowie. Mam słynne mroczki przed oczami i muszę usiąść z powrotem. Najchętniej to spałabym całymi dniami. Tylko Kornelka jakoś mnie motywuje to tego wszystkiego zwanego życiem.
Jeszcze jednym minusem tego wszystkiego jest to, gdzie żyję. Tragedia. Nuda i jeszcze raz nuda. Tu nie ma co robić. Nie ma gdzie pójść. Nie ma co ze sobą zrobić. Ileż można chodzić do parku, na starówkę czy do galerii. Masakra, mówię Wam. Dlatego właśnie marzę, żeby się stąd wyprowadzić. Myślę, że wtedy wiele by się zmieniło. Na lepsze oczywiście.
Nie potrzebuję miliona rozrywek i tysięcy znajomych. Fajnie by po prostu było nie chodzić codziennie w to samo miejsce na spacer.
Nie wiem, może przesadzam. Może wyolbrzymiam to wszystko. Może szukam wymówek. Może usprawiedliwiam sama siebie bo tak na prawdę nie potrafię określić czego chcę.
A może to ta rutyna?
a moze to ciąza?
OdpowiedzUsuńJak by tak było to za jakieś trzy miesiące bym rodziła, więc odpada :)
Usuńteż tak pomyślałam w pierwszej chwili
UsuńJak jestes senna non stop to zbadaj sobie tarczyce :)
OdpowiedzUsuńAlbo zelazo
Usuńgdy byłam w ciąży i spałam dużo więcej niż poprzednio poprosiłam o skierowanie na morfologie bo byłam senna bez sił i wstać się nie mogło nie to ze nie chciało. i miałam anemie.
Czasami też tak mam, nie wspomnę o nieustannym spaniu czy narzekaniu, ale miejmy nadzieję że to tylko chwilowe i nam to minie! Usprawiedliwiam ta niechęć do wszystkiego pogoda za oknem.. szaro brzydko zimno. Głowa do góry na wiosnę nam przejdzie ! :* całuski :* G.
OdpowiedzUsuńa z ta tarczyca to dobry trop tak samo mialam i okazało sie ze to tarczyca niestety:(
OdpowiedzUsuńJeśli chodzi o miejsce zamieszkania to i tak masz lepiej niż ja, mieszkasz w mieście masz Parki sklepy itp, a ja mieszkam w malutkiej miejscowości w takiej większej wsi trzy sklepy spożywcze na krzyż las, pola i nic po za tym do większego miasta mam 15 km, Przyznam że wolała bym mieszkać już tam gdzie ty niż tutaj ale niestety nie mam na razie możliwości na jaką kolwiek przeprowadzkę. :)
OdpowiedzUsuńKryzys.. każdą z nas dopada. Jedna przeżywa pewne sprawy bardziej inna mniej (chwalić ją trzeba!) Nachodzi czasem taki moment że nagle - chwilowo - zdajesz sobie sprawę, że już Ci się nie chce. I chociaż wyrzuty sumienia pojawiają się równie szybko co ta myśl to jednak tak jest.
OdpowiedzUsuńŻyczę Ci, by było jak najmniej takich chwil :)
skąd Kornelka ma portaski ?
OdpowiedzUsuńZ ciuchlandu :P
Usuńo matko...jakbym czytala siebie :/
OdpowiedzUsuńmam to samo mniej wiecej od 1,5 roku :/ tak jak piszesz, kiedys mialam sile energie, cieszylam sie ze wszystkiego, ciagle sie smialam....wyglupy ze znajomymi, spontany, wyjazdy, zawsze bylo co robic...a teraz? szkoda gadac.
Ciebie chociaz Nelunia motywuje, ja nie mam dzieci wiec mnie chyba juz nic nie motywuje :/
Gdyby nie to ze codziennie musze wstac na 8 do pracy to w ogole chyba bym z lozka nie wstala.
Brak pomyslow, ochoty, sily(tak jak u ciebie i fizycznie i psychicznie)...ciągle czuję się zmęczona...może to jakies początki depresji?
Swoją drogą ja mieszkam w dużym mieście, mam wszystko pod nosem co tylko sobie wymyślę (mieszkałam też za granicą) i szczerze mówiąc wszystko bardzo szybko się nudzi i też mam wrażenie, że ciągle chodzę w te same miejsca i że nic tu niema, ale musialabym chyba mieszkać w NY żeby "atrakcje" mnie zadowalały :(