Przejdź do głównej zawartości

Posty

Matka kilkorga dzieci

Zawsze chciałam mieć rodzinę i przynajmniej dwoje dzieci. Jeszcze jak byłam w ciąży to bardzo nie chciałam, żeby Kornelka była jedynaczką - przecież wiem jak to jest, ale o tym pisałam już we wcześniejszej notce -  KLIK Dziś Nelka ma prawie 10 miesięcy, a ja jakoś nie mogę sobie wyobrazić, że będę miała jeszcze jedno dziecko lub nawet kilkoro dzieci. Zwyczajnie nie widzę się w roli matki kilkorga dzieci. Nie mam pojęcia dlaczego. Najpewniej przyczyną tego jest to, że nie jestem gotowa. Ale czy to tylko kwestia gotowości? Ja nawet w przyszłości nie wyobrażam sobie, że jest nas więcej niż troje. Nie wyobrażam sobie tego, że idziemy na plac zabaw, jest Kornelka - już większa, i jeszcze jedno dziecko, w wózku. Nie wyobrażam sobie, że kładę spać dwójkę dzieci, a nie jedno. Nie wyobrażam sobie, że w Nelkowym pokoiku są dwa łóżeczka. Nie wyobrażam sobie, że mam jeszcze jedno maleństwo do kochania.  Dobry rodzic to sprawiedliwy rodzic. Dobry rodzic to ten, który kocha swoje...

Tęsknię za tym!

Od kiedy pamiętam wszyscy dorośli powtarzali mi, żebym się tak do dorosłości nie spieszyła bo przyjdzie jeszcze na mnie czas. A wtedy zatęsknię za szkołą, za nauką, za opierdzielami od rodziców. Za wszystkim, czego dorosły człowiek już nie doświadcza za często.  I wiecie co? Mieli racje! Mieli cholerną rację! Tęsknię. I to bardzo. Za wszystkim co związane z młodzieńczymi latami. Nie jest mi teraz źle. Jest doroślej, odpowiedzialnie, stabilnie. Ale chyba każdy doświadczył tego...  A wiecie za czym tęsknię najbardziej? Za SZKOŁĄ! Za liceum. Fajny czas. Człowiek pełnoletni, ale jeszcze w szkole. To takie połączenie dorosłości z beztroskimi latami.  W tych ostatnich latach szkoły dużo się w moim życiu wydarzyło, ale mimo wszystko na prawdę za nimi tęsknię. Moja klasa w liceum nie była idealna. Ba, kłóciłyśmy się dosyć często. Piszę "kłóciłyśmy" bo były same baby. 36 sztuk. Wyobraźcie sobie! Chłopaków nie brakowało wcale, przynajmniej mi. Fajnie było mieć taką klasę. Kr...

Taki fajny dzień

Właściwie decyzję o pojechaniu gdzieś podjęliśmy wczoraj, a że M. miał coś do załatwienia w Lublinie to padło właśnie na to miasto. Ja postanowiłam spotkać się z koleżanką (widzę ją średnio raz w tygodniu, ale to wcale nie przeszkadza), która studiuje w Lublinie.  Plany były, że wyjedziemy dziś o ósmej, ale jak zwykle moje plany coś musi pokrzyżować. Tym razem M. przypomniał sobie, że ma egzaminy na ósmą. Trochę trwały, potem codzienna krzątanina po domu w celu zebrania wszystkiego co nam potrzebne. Koniec końców wyjechaliśmy po 11:00. Ja oczywiście najgłodniejsza ze wszystkich jak zawsze, więc KFC musiało być - obowiązkowo! Tym bardziej, że w mojej mieścinie nie ma także podwójny plus! Zjedliśmy, po mnie przyjechała Gosia (w dalszej części - Gosimisz, tak mi wygodniej), a M. pojechał w swoją stronę. Poszłyśmy spacerkiem, i tak łaziłyśmy po tym Lublinie robiąc zdjęcia wszędzie gdzie się dało. Mam ich milion, jest w czym wybierać! Kornelka z zaciekawieniem oglądała ws...

Związek. Kiedyś i dziś

Z M. poznaliśmy się w szkole - to już wiecie. Było raz lepiej raz gorzej... Co ja gadam?! Przez większość czasu było gorzej. Nie mogliśmy się dogadać, zaczęły się kłamstwa. Długo walczyłam o ten związek. Chyba walczę do tej pory.  Teraz to już obydwoje walczymy. Wtedy jednak było inaczej, na innych zasadach to wszystko funkcjonowało.  Na początku jak to na początku. Wszystko pięknie, fajnie. Były randki. Ale nie w restauracjach, kinach czy innych super miejscach. Zwykłe. Na ławce, przy przedszkolu na placu zabaw, w domu. Raz nawet na porodówce. Wyobrażacie sobie, że siedział ze mną w szpitalu przez pół nocy kiedy moja mama rodziła? Fakt była jeszcze jedna osoba z nami, ale nie chcę jej nawet wspominać. Ja mdlałam tam, przeżywałam, telepałam się, a on siedział. Śmiał się ze mnie, potem mnie uspokajał, potem znowu się śmiał. A potem, już rano zabrał mnie na lody do McDonalda. Tak na poprawę humoru, oczywiście. Jak pierwszy raz mi gotował (było to spaghetti) to z sera żółtego u...

Nasze imiona.

Opowiadałam Wam kiedyś dlaczego Kornelka jest właśnie Kornelką? Nie? Właśnie przyszła na to pora! I to nie będzie piękna historia w stylu "Znałam kiedyś piękną dziewczynkę o imieniu Kornelia", "Zawsze chciałam mieć córeczkę o imieniu Kornelia" czy "Kiedyś taka jedna Kornelia uratowała mi życia". No dobra z tym ostatnim to przesadziłam, ale to nic z klasycznych historii o nadawaniu imion dzieciom.

Pokochać życie jakim jest

Na wczorajszym, domowym seansie filmowym gwiazdą wieczoru był film "Gwiazd Naszych Wina". Tak jak już pisałam na FP, większość filmu nie zrobiła na mnie wrażenia. W pewnym momencie to zaczęłam się nawet zastanawiać czym Ci wszyscy ludzie się tak zachwycają? Końcówka filmu, ostatnie pół godziny rozjaśniło mi umysł. Przepiękne zakończenie, przepełnione żalem i goryczą, a mimo to ukazane w wspaniały sposób. Bohaterowie dobrani idealnie do odgrywanych przez siebie ról. Scena z odczytywaniem przemówień pożegnalnych po to by bohater mógł "uczestniczyć" we własnym pogrzebie rozwaliło mnie na łopatki.  Końcówka, sama końcóweczka wywołała we mnie tak ogromne emocje, że nie potrafiłam powstrzymać łez. Ba, ja zachodziłam się prawie. Szlochałam i takie tam. Nie mogłam się uspokoić. Płakałam razem z głównymi bohaterami. Już wczoraj, zaraz po zakończeniu filmu chciałam usiąść i napisać tą notkę, ale nie byłam w stanie. Nie potrafiłam skupić się na napisaniu krótkiego posta na...